Żelazne tahini!

Żelazne tahini!

Ostatnie tygodnie przebiegają pod hasłem walki z anemią. Osoby chorujące m.in. na colitis ulcerosa czy inne dolegliwości związane z przewodem pokarmowym są w trudnej sytuacji. Suplementacja preparatami aptecznymi może pogorszyć objawy choroby, zaś jedzenie produktów bogatych w żelazo często jest niewskazane ze względu na problemy trawienne.

Z biegiem czasu choroba wymusiła na mnie tzw. drapanie się prawą za lewe ucho ;), tak to jest jeśli chce się iść pod prąd. W kombinowaniu 🙂 pomaga mi moja dietetyk, która do mojej diety włączyła… tahini! Początkowo myślałam, że nowa pozycja w jadłospisie związana jest z urozmaiceniem diety pod względem walorów smakowych. Okazało się, że zmiana ta ma swoje drugie dno! Sezam jest rośliną bogatą w żelazo. A tahini to nic innego jak zmielone ziarna sezamu. Dzięki takiej obróbce stają się bardziej przyjazne w konsystencji dla jelita, które zostaje w sprytny sposób oszukane, a organizm odpowiednio dokarmiony :).

Ja swoją pastę tahini robię sama w domu – na sklepowych półkach nie znalazłam jeszcze takiej, która w składzie miałaby jedynie ziarna sezamu. Zresztą, zrobienie jej to nic prostszego.

TAHINI

Składniki:

sezam i tyle!

Jak je zrobić?

Sezam przesypuję do rozdrabniacza, który jest jedną z części blendera (ten pojemnik z nożykami). Miksuję tak długo aż uzyskam jednolitą aksamitną masę. Uważajcie, żeby blender nie chodził za długo na najwyższych obrotach, inaczej może się spalić. Zresztą sami poczujecie, kiedy warto dać mu odsapnąć.

Gładkie tahini przelewam do słoiczka i trzymam w lodówce i co jakiś czas podkradam łyżeczką, kiedy mam ochotę na coś słodkiego.



4 thoughts on “Żelazne tahini!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *